Jak dać dzieciom korzenie i skrzydła?

· Raising Daughters With a Strong Cultural Identity ·

Date
Jan, 23, 2026

Wychowywanie córek z silną tożsamością kulturową

Dlaczego warto wychowywać dzieci w miłości do polskich korzeni w Ameryce lub gdzie indziej za granicą?

Otóż jest kilka powodów dla których, powinniśmy pielęgnować nasze tradycje i przekazywać naszym pokoleniom. Uważam że, tradycje to nie tylko “zwyczaje”, ale nasze korzenie. I wydaje mi się że, człowiek bez korzeni łatwo gubi poczucie, kim jest i skąd pochodzi. Więc dla naszych dzieci mieszkających poza Polską to coś cennego i ogromny dar. Bo kultura to nie jest “dodatek do życia”. To jest jak dobry tłusty rosół, bez niego niby da się przeżyć, ale wszystko jakieś takie… jałowe.

Korzenie, które budują wartość

Zapytasz mnie dlaczego. Po pierwsze, daje im tożsamość. To nasze DNA. To pamięć o tym, skąd przyszliśmy i kim jesteśmy. Dziecko, które zna swoje pochodzenie, czuje się pełniejsze. Wie, że jest częścią czegoś większego niż tylko kraju, w którym aktualnie mieszka. To buduje wewnętrzną siłę i poczucie wartości. To jest jego wewnętrzny kompas. Podam siebie jako przykład. Kiedy przyjechałam do Ameryki, miałam dopiero co skończone 18 lat. Kiedy rozpoczęłam naukę w high school, to że byłam Polką, było moim atutem. Serio. To, co w Polsce czasem uchodziło za “obciach”, tutaj było egzotyką i bogactwem.
A kiedy wyszło na jaw, że pochodzę z gór, z miejsca gdzie kultura jest żywa, głośna, dumna i kolorowa, moja “wartość rynkowa” w oczach rówieśników wzrosła jak kurs dolara w kryzysie. Okazało się, że gwara, temperament i ta “góralska twardość” to nie wada, tylko supermoc. Pamietam jak dziś, mój poprzedni szef pan Conrad Lowell, ciagle powtarzał żebym coś powiedziała po góralsku 🙂

Duma zamiast wstydu

Po drugie, uczy dumy, a nie wstydu. Kiedy my rodzice, mówimy z czułością o Polsce, języku, świętach, strojach regionalnych, kuchni czy historii, dziecko uczy się, że jego “inność” jest czymś pięknym, a nie czymś, co trzeba ukrywać. Pamiętam jak ubolewałam, kiedy jedna z moich córek zrezygnowała z uczestniczenia w lekcjach śpiewu i tańca. Brakowało mi góralskiego śpiewu w domu, oraz spotkań z innymi rodzicami i ich dziećmi podczas różnych uroczystości. Na szczęście po trzy-letniej przerwie, wróciła do śpiewu i tańców, za co jestem bardzo wdzięczna, i ciesze się, że ona również dostrzega bogactwo naszej pięknej kultury podhalańskiej.

Język, który łączy pokolenia

Po trzecie, buduje więź międzypokoleniową, i przede wszystkim wzmacnia język. Nasze tradycje są mostem między dziadkami, rodzicami i dziećmi. Na przykład, wspólne kolędy, potrawy, zwyczaje świąteczne, opowieści z dzieciństwa tworzą poczucie ciągłości i bezpieczeństwa. Czasem przyglądam się jak moje córki rozmawiają z babcią, która nie zna języka angielskiego. I widzę, że nie raz mają problem ze zrozumieniem jednego słowa czy dwóch, ale ogólnie radzą sobie dobrze. Gdyby nie znały języka, rozmowa z babcią była by niemożliwa.

Tradycja jako kotwica w świecie uprzedzeń

Po czwarte, uczy szacunku do różnorodności i daje zakorzenienie w świecie, który ciągle się zmienia. Dziecko, które zna swoją kulturę, łatwiej szanuje inne. Rozumie, że świat jest bogaty właśnie dzięki różnicom. Bo w świecie migracji, globalizacji i chaosu tożsamościowego tradycja działa jak kotwica.

Popatrzcie tylko na skalę zjawiska uprzedzeń gdzie miliony ludzi na całym świecie są oceniane tylko na podstawie akcentu, koloru skóry, stroju, nazwiska czy pochodzenia. Ilu ludzi słyszy, że są “gorsi”, “dziwni” albo “niepasujący”, tylko dlatego, że ich kultura jest inna? Ilu z nas spotyka się z dyskryminacją w pracy, w szkole czy w urzędach, bo ktoś nigdy nie zadał sobie trudu, by poznać ich historię i tradycje?

Często jedna osoba, nie mając żadnej wiedzy, potrafi skrzywdzić dziesiątki innych swoim słowem, spojrzeniem czy żartem. Dlatego tak ważne jest, by dzieci od najmłodszych lat uczyć nie tylko dumy z własnych korzeni, ale też otwartości na to, co inne. Bo tylko człowiek, który sam jest zakorzeniony, potrafi z szacunkiem patrzeć na różnorodność świata.

Niestety bolesne, jest też to, że nawet we własnym Polskim środowisku spotykamy się z uprzedzeniami i dyskryminacją. Nigdy nie zapomnę wydarzenia, które miało miejsce w Polsce, jak miałam naście lat. Wraz z moją koleżanką uczęszczałyśmy na zajęcia short track-u w Nowym Targu, a że pochodziliśmy ze wsi, to używałyśmy gwary rozmawiając między sobą. Niestety to zostało nam wytknięte i było powodem do śmiechu.

Dziś z perspektywy czasu, dla mnie góralszczyzna ma niesamowitą moc i siłę, prawdziwe bogactwo. Muzyka, taniec, gwara, temperament, siła charakteru, i serce większe niż Tatry. To dzięki temu charakterowi przeszłam w życiu przez rzeczy, które innych by złamały. To nie jest coś do wyśmiewania, tylko do podziwiania. Wiele narodów marzy o tym, by mieć tak żywą, rozpoznawalną kulturę regionalną. A Ludzie, którzy “wkładają do jednego worka”, upraszczają świat, bo uwierz mi, tak jest im łatwiej. Nie chcą zobaczyć człowieka, i tylko widzą etykietę. Góralka to taka i owaka.

Z domu w świat, bez zgubienia siebie

Pielęgnowanie polskich tradycji poza Polską nie zamyka dzieci w przeszłości, ono daje im stabilne fundamenty, z których mogą iść dalej w świat silniejsze, spokojniejsze i bardziej świadome siebie. Przytoczę kolejny przykład. Tym razem z udziałem mojej najstarszej córki. Postanowiła, że będzie studiować w Londynie. Okazało się, że w pobliżu akademika znajduje się polski sklep spożywczy. Ze względu na to, że w naszym domu zawsze są produkty z Polski oraz polskie dania, i moja córka lubi naszą tradycyjną kuchnię, więc postanowiła wybrać się na zakupy do tego sklepu. Dzięki temu, że nauczyła się w domu mówić, czytać i pisać po polsku, była w stanie rozróżnić produkty i komunikować się ze sprzedawcą. Zobacz. Kultura daje dzieciom przewagę. Pewność siebie. Elastyczność. Otwartość. To prawie jak podwójny paszport – jeden do świata, drugi do siebie.

Warto też podkreślić, że wcześniejsze pokolenia Polaków w Ameryce często wstydziły się języka polskiego. Wielu rodziców świadomie rezygnowało z mówienia do dzieci po polsku, bo bali się, że akcent, inność czy “obce” brzmienie języka będzie powodem do wyśmiewania i odrzucenia. Polski był spychany do sfery prywatnej, a czasem wręcz ukrywany, żeby łatwiej się zasymilować i “nie rzucać w oczy”. Dzięki Bogu czasy się zmieniły. Ale niestety dziś bardzo często słyszę od Amerykanów z polskimi korzeniami, a jest ich sporo na terenie Chicago, że żałują, iż nikt nie nauczył ich mówić, czytać i pisać po polsku. Mówią z żalem, że odebrano im coś bardzo cennego, możliwość prawdziwego kontaktu z własnymi korzeniami. Wielu z nich zna tylko kilka słów (najczęściej tych wulgarnych), pojedyncze potrawy, nazwiska dziadków, ale nie ma dostępu do języka, który otwiera drzwi do całej historii rodziny.

Korzenie, które dają skrzydła

Wychowując dzieci w miłości do polskiej kultury poza Polską, nie cofamy ich do przeszłości. My je uzbrajamy na przyszłość. Dajemy im coś, czego nie da się kupić, zapisać na kurs ani ściągnąć z internetu. Dajemy im tożsamość.

Dajemy im też wewnętrzny kręgosłup, który trzyma, gdy świat zaczyna się chwiać.

Bo dziecko, które zna swoje korzenie, nie musi nikogo udawać. Nie musi dopasowywać się za wszelką cenę.

Nie musi rezygnować z siebie, żeby być akceptowane. Ono wie, kim jest. A to jest ogromna siła.

A my, Matki Polki, jesteśmy pierwszymi strażniczkami tej pamięci.
To przez nas dzieci uczą się, że ich pochodzenie to dar, a nie przeszkoda.
Że ich inność to wartość, a nie problem.

A więc jeśli jesteś mamą, która nosi w sobie historię, tradycję i korzenie, to nie jesteś “staroświecka”. Jesteś prawdziwą strażniczką skarbu. A ten skarb to siła. Nie słabość. Bo kiedy wiesz, skąd jesteś, możesz iść gdziekolwiek, i nigdzie się nie zgubisz.

Ściskam i przytulam 🤍

Kasia

"Hole nase hole, Te nase uboce, Jak Jo wos nie widze, Serce moje płace"

Kasia Mrugala

Leave a comment

Related Posts